Ładowarki Avant tworzą zgrany duet

W szkółce Jarosława Dąbrówki w Radomsku pierwsze skrzypce niewątpliwie gra mała i zwinna miniładowarka AVANT, model 220. Pracuje na przeszło 6 ha powierzchni, po 6 latach licznik wskazuje 2500 motogodzin. I choć pan Jarosław nie wyobraża już sobie pracy bez miniładowarki, to przyszedł czas na nowszy model. Czy to oznacza, że wysłużona 220stka odchodzi do lamusa? Nigdy w życiu!

Rok 2008 był doskonały. W moim garażu pojawił się nowy kabriolet i AVANT 220 – wspomina p. Jarosław. Decyzja zapadła szybko. Zobaczyłem miniładowarkę na targach, spodobała mi się, pojechałem do Przybysławic i ją kupiłem. Nic prostszego. Od tamtej pory prace w szkółce i przy zakładaniu ogrodów – tym również zajmuje się p. Jarosław – uległy znacznym przeobrażeniom. Maszyna odciąża pracowników, ma imponujący moment obrotowy, zawraca w miejscu, do tego wszystkiego, jak na swoje skromne gabaryty, jest bardzo mocna. W wielu zadaniach zastąpiła klasycznego Ursusa z Turem.

Z czasem jednak okazało się, że ulubienica szkółkarza, mała 220stka, nie jest w stanie sprostać wszystkim potrzebom, szczególnie przy pracach związanych z zakładaniem ogrodów. Nie ma lepszej maszyny do niwelacji terenu, niczym tak nie dopieszczę terenu, jak właśnie małym AVANTem – mówi p. Jarosław. Są jednak zadania, do których potrzeba maszyny większej, mocniejszej i z bardziej wydajną hydrauliką. Takie wymagania spełnia AVANT 640, który w Radomsku pojawił się w lipcu tego roku. Dotychczas wykonanie ogrodu, który wymagał zaawansowanej niwelacji terenu wiązało się z koniecznością najmu podwykonawcy, czasem ten etap prac zostawał w gestii klienta. Teraz p. Jarosław może zajmować się obsługą kompleksowo. O ile w szkółce duży AVANT pracuje głównie przy produkcji, rozładunku i załadunku towarów oraz transporcie wewnętrznym, w ogrodzie zakres jego zadań jest znacznie szerszy.

Klienci często bywają zaskoczeni tym, że można tak szybko zrobić ogródek. Jak to się dzieje? Pan Jarosław zabiera kilku pracowników i AVANTa. Do pewnego momentu na placu boju są w duecie – operator i maszyna. Nikt więcej, bo nikogo więcej nie potrzeba. Rozwożenie ziemi, niwelacja terenu, kopanie rowów i przygotowanie gleby pod uprawę – to wszystko p. Jarosław robi sam. Pracownicy w tym czasie czekają na swoją kolej. I żartują, że szef kupił sobie drogą zabawkę. Trochę w tym prawdy, ale w gruncie rzeczy ta zabawka, to wyjątkowo szybki i wydajny pracownik. Najgorsze jest to, że teraz wszystko chcę robić sam – śmieje się p. Jarosław. Nic dziwnego, w końcu praca z miniładowarką AVANT to sama przyjemność.

Niepodważalnym plusem fińskich maszyn jest ich wielofunkcyjność. Pracują z szeregiem wymiennych przystawek. Wystarczy jedna maszyna oraz kilka narzędzi, by prace ogrodowe zmieniły swe oblicze. Szkółka p. Dąbrówki jest całkiem nieźle wyposażona. Właściciel na podium stawia ex aequo glebogryzarkę separacyjną i bronę wirnikową, które przygotowują ziemię pod uprawę. To co te maszyny potrafią zrobić, to jest bajka ­– mówi p. Jarosław. Ceni sobie również minikoparkę, którą wykonuje nawodnienia – jest bardzo szybka, nie sądziłem, że będzie tak pracować. Jeśli musiałby wybrać jedną, najczęściej używaną przystawkę, to byłaby to łyżka 4w1, ale tak naprawdę każde narzędzie jest wykorzystywane, również wiertnica czy chwytak do donic.

Pan Jarosław już nie wyobraża sobie prowadzenia szkółki i zakładania ogrodów bez dwóch ładowarek AVANT. Szybko można się do nich przyzwyczaić. Tym bardziej, że zastępują lub znacznie ułatwiają pracę kilku osób. Czy potrzebne są aż dwie maszyny? Niewątpliwie tak. Jak zauważa szkółkarz, AVANT 220 i 640 absolutnie się nie wykluczają, wręcz przeciwnie, są dla siebie uzupełnieniem. To idealne połączenie, te dwie maszyny wzajemnie się odciążają – stwierdza p. Jarosław i za chwilę dodaje, że gdy kiedyś zajdzie potrzeba wymiany 220stki, to na pewno kupi nową, taką samą.

Back to top